wtorek, 2 czerwca 2015

Miniaturka IV

Spotkanie z przeszłością ~ ciekawość musi mieć swoje granice...



Lisa wstała wcześnie rano, jak zwykle. Wzięła podręcznik do zaklęć poziom piąty, pomimo iż była dopiero w trzeciej klasie. Książkę pożyczył jej Fred Weasley, powiedziawszy wcześniej, by oddała mu ją dopiero wtedy kiedy on o to poprosi, bo na razie na dość nauki do SUM-ów. Tak więc podręcznik wszedł w jej posiadanie.
Siedziała teraz w swoim ulubionym, wysiedzianym fotelu, czytając formułki zaklęć i wskazówki jak dobrze ich używać. Nagle natrafiła na notatkę zapisaną, lekko atramentem, na marginesie niedbałym i trudnym do odczytania pismem.
Dało się odczytać tylko słowa brzmiące ,,tempus subcinctus”. Ciekawość wzięła nad nią górę, więc z książką otwartą na danej stronie, popędziła do dormitorium. Dziewczyny jeszcze smacznie spały. Ale sypialnia wyglądała jak pobojowisko. Wszystkie stoliki nocne było poprzesuwane w miejsca, w których normalnie nie stały, a po całej podłodze walały się różne części garderoby Lawender.
A wszystko przez to, że wcześniejszego późnego popołudnia, a raczej wieczoru Brown zrobiła raban z powodu zniknięcia jakiegoś wisiorka czy amuletu (coś w tym stylu). Zaczęła snuć teorie, że to Syriusz Black jej to ukradł. Ze wszystkich dziewczyn mieszkających w dormitorium przejęła się tym bardziej tylko Prevatil Patil. Reszta dziewczyn podchodziła do tego bardzo sceptycznie.
Na myśli o tym, że Black mógł jej to ukraść, śmieszyła Berry. No bo po co zbiegłemu więźniowi jakaś błyskotka, to było absurdalne. A na pewno kolejną wizytę w wieży Gryffindoru spożytkowałby lepiej.
Odkąd w pamiętną noc był w dormitorium chłopców, Lisa czuła lekki nie pokój. Ale podświadomie nie bała się Syriusza Blacka, chociaż wszyscy dookoła powtarzali jej, by miał się na baczności. Przyłapywała się na tym, że coraz częściej czyta list. Znała go niemal na pamięć.
Dziewczyna znalazła sowią różdżkę na stercie rzeczy nieopodal łóżka Herminy. Wzięła ją do ręki, książkę postawiała na stoliku nocnym koleżanki odszukała wzrokiem zaklęcie i je wypowiedziała:
- Tempus Subcinctus!
Nagle obraz wokół niej zaczął wirować i rozmazywać. Po chwili poczuła ja upada na posadzkę. Rozejrzała się po pokoju. Panował w nim idealny porządek, nigdzie nie walały się rzeczy.

Przez głowę przeszła jej myśl, że może to zaklęcie powoduje iż rzeczy same się sprzątają. Ale wydawało jej się, że jednak coś się zmieniło. Spojrzała ponownie po pokoju. Było w nim, tak jak wcześniej pięć łóżek, ale spojrzała na swój stolik nocny.
Nie było na nim ramki ze zdjęciem rodziców ani jej pamiętnika, jedyne co nadal pozostało to pamiętnik jej mamy. Poparzyła na pozostałe stoliki, z nich również zniknęły rodzinne pamiątki.
Odruchowo spojrzał na ścianę, na której zwykle wisiał kalendarz i nieomal zemdlała. Na wielkim kalendarzu widniał rok: 1974. To nie możliwe, oznaczało by to, że przeniosła się w czasie o jakieś dwadzieścia lat do tyłu. Z czego wynikło by, że normalnie jeszcze się nie urodziła, jej rodzice nie wzięli jeszcze nawet ślubu, oni mieli dopiero po trzynaście, czternaście lat.

Całkowicie zdezorientowana, nie wiedząca co ma robić i myśleć Lisa wyszła z dormitorium. Jedyne co się nie zmieniło, to schody, kamienne stopnie. Tak jak zwykle trzeba było uważać na piąty stopień od dołu, który bardzo lubił się przemieszczać.
Zeszła schodami do pokoju wspólnego. Na szczęście nikogo w nim nie było. Tuż przed wejściem zobaczyła swoje odbicie w lustrze. Nie miła na sobie piżamy, a szkolną szatę, włosy nie były związane w niedbałego kucyka, tylko rozpuszczone sięgały jej do pasa.
Przeszła przez dziurę w portrecie. Jakaś siła zaciągnęła ją aż na błonia. Dopiero teraz spostrzegła, że jest piękne, słoneczne popołudnie, wcześnie nie zwracała na to większej uwagi.
Pod jej ulubionym drzewem siedziała Emma, poznała ją z daleka po lśniących w słońcu blond włosach. Tuż obok niej Mia, a koło nich siedziała jeszcze rudowłosa dziewczyna, w której Lisa poznała Lily. Rozmawiała właśnie z ciemnowłosą koleżanką.
Zauważyła także nieopodal siedzącego, wpatrzonego w Emmę Borysa. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, że on ją obserwuje. Ale nie to przyciągnęło uwagę Lisy.
Nieopodal niej czterech chłopców, chyba z Gryfonów znęcało się na innym chłopakiem Ślizgonę o czarnych tłustych włosach. Zareagowała natychmiast. Podbiegła do nich i wyciągając różdżkę z szaty. Stała teraz w odległości najwyżej metra od nich.
- Zostawicie go! – powiedziała stanowczo i wyraźnie.
Wszyscy odwrócili się, a dwaj czarnowłosi chłopcy, którzy trzymali różdżki w górze spuścili jej, co spowodowało, że ich ofiara była wolna.
- Widzicie chłopaki! Nowa! – powiedział jeden z chłopków o czarnych włosach.
- Łapo, nie rób z siebie większego idioty niż jesteś. Bo nic na tym nie zyskasz – skomentował zachowanie kolegi okularnik, któremu Lisa dopiero teraz mogła się bliżej przyjrzeć, natychmiast poznała w nim Jamesa Pottera.
- Obaj się uspokójcie - warknął trzeci z nich. – Jak masz na imię?
- Jestem Lisa … - urwała na chwile zastanawiając jakie nazwisko podać, bo własnego nie mogła im wyjawić. - … Turner – powiedział pierwsze nazwisko jakie wpadło jej do głowy. – Jestem Lisa Turner.
- Ja jestem Remulus Lupin. A to James Potter, Syriusz Black i Peter Pettigrew – wskazał współtowarzyszy.
- Miło mi was poznać – powiedziała przyglądając się Lupinowi, czyżby to naprawdę był nauczycie OPCM, nie mogła w to uwierzyć.
- Skąd tu się wzięłaś? – spytał Syriusz, który przez chwilę nie wiedział co ma powiedzieć, ale już się opanował.
- Przyjechałam na wyminę uczniowską. Ale to długa historia i nie będę was nią zanudzać – jak na razie kłamanie szło jej jak po maśle.
- Nie chcesz nie mów – skomentował Black. – Ale wiedz tylko jedno – przybliżył się do niej o krok – jesteś bardzo ładna umówisz się ze mną.
Lisa prychnęła i posłała mu pogardliwe spojrzenie. Znają się raptem parę minut, a on już chce się z nią umówić. Odwróciła się do nich plecami powiedziawszy ze złością: ,,Jestem już zajęta” i ruszyła przed siebie. Za jej plecami chłopcy natomiast wymieniali się zdziwionymi spojrzeniami. Tylko Łapa powiódł za nią wzrokiem z dziwnych uśmiechem na twarzy.
Zdenerwowana Lisa szła nie patrząc nawet dokąd. Nagle usłyszała za sobą głos:
- Coś się stało? – spytała blondynka.
- Tak. Stało się. Oni się stali – wskazała Huncwotów.
- Nie przejmuj się nimi. To są skończeni pajace – odpowiedziała Lily.
- A jak masz na imię? I dlaczego Syriusz tak się na ciebie gapi? – spytała Mia, a przy kwest związanej z Blackiem dało się słyszeć lekką nutę zazdrości w jej głowie.
- Lisa Turner. A co do Syriusza nie przejmuj się. Zasłużył na to bym nie obdarzała go nawet spojeniem. Wiele bym dała by był niewidzialny.
- A dlaczego tak bardzo interesuje cię Black, Mia co? – spytała z ukradkowym uśmiechem na twarzy Emma.
Teraz Mia, Emma i Lily zaczęły rozmowę z temat Łapy co jakiś czas posyłając na niego spojrzenia. Lisa zaś całkowicie wyłączyła się z rozmowy. Rozmyślając o tym jak może z powrotem do teraźniejszości. Wreszcie wpadała na genialny pomysł. Ale będzie musiała zapytać się nowo poznanych ,,koleżanek”.
- Nie wiecie gdzie jest gabinet dyrektora, miałam się do niego zgłosić.
- Ja wiem gdzie. Zaprowadzę cię – zadeklarowała się Lily.
Wstała z murawy, na której siedziała i razem z Lisą ruszyła w stronę zamku. Już po kilku minutach stały koło gargulców strzeżących wejścia.
 - Hasło – powiedział jeden z nich.
- Czekoladowe żaby. Tak sądzę.- powiedział w ich stronę Lily.
Wejście otwarło się, Evans zarobiła zachęcający ruch ręką. Lisa niepewnie weszła, wspięła się po schodach na szczyt. Dotarła do drzwi z mosiężną kołatką. Zastukała, ale niechała na odpowiedz tylko od razu weszła.
Przy biurku siedział o kila lat młodszy profesor Dumbledore, uśmiechnął się do niej miło i zapytał, o co chodzi. Dziewczynka usiadła na krześle i zaczęła dokładnie opowiadać. Kiedy skończyła zapytał ją o parę rzeczy i stwierdził.
- Żeby odwrócić to zaklęcie wystarczy użyć zmieniacza czasu. Akurat się składa, że mam jeden egzemplarz.
Podał jej łańcuszek z dziwnym wisiorkiem. Nakazał jej aby zakręciła nim dwa razy, tak zrobiła. Poczuła jak zaczyna się kręcić, a obraz przed oczami zaczyna jej się rozmazywać. Zmieniacz czasu wypadł jej z ręki, poczuła jak upada na podłogę.
Rozgląda się po pokoju. Znowu znajduje się w sypialnie pośrodku stery porozrzucanych rzeczy. Nie za bardzo wiedząca co się stało,
Była jednak pewna, że wszystko to co się wydarzyło było niezwykłe, pomimo, że tego nie pamięta.


KONIEC

Hej! 
Przepraszam, że miniaturkę oddaję po terminie, ale miałam wczoraj małe zamieszanie i nie zdążyłam jej do końca napisać. Mam tylko nadzieję, że się spodobała

poniedziałek, 25 maja 2015

Miniaturka III

Pocałunek w Hogsmeade 


- Lisa, mogę z tobą porozmawiać? - spytał Neville podchodząc.
- Jasne - odpowiedziała, a Sonia poszła ,,by im nie przeszkadzać".
- Wiesz, w Walentynki jest wypad do Hogsmeade, i czy ch-chiałab-byś z-ze mną iść? - spytał jąkając się.
- Jasne, pewnie - odpowiedziała nieco zdziwiona.
- Super! - powiedział, po czym mruknął pod nosem - Teraz tylko muszę lepiej się uczyć i nic nie przeskrobać, bo szlabanu na Hogsmeade nie wytrzymam...

***

Lisa była bardzo podekscytowana. Nic jednak nie powiedziała o tym spotkaniu Sonii, do której miała bezgraniczne zaufanie i Rosalie, której ufała trochę mniej. Ostatnimi czasy Dale zachowywała się dziwnie i tajemniczo.
W końcu nadszedł 14 luty. Lisa popatrzyła w okno. Sypało jak nie wiem, więc włożyła zestaw od Mii. Tym zestawem była czapka, szalik i rękawiczki w kolorach czerwonym i złotym. Wyszła przed zamek. Zobaczyła czekającego Neville'a. Podbiegła do niego.
Kiedy przyszli do Hogsmeade, rozpadało się na dobre. Nie zastanawiali się zbytnio gdzie iść - od razu skierowali się do Trzech Mioteł, najpopularniejszego pubu w wiosce.
Lisa zajęła stolik, a Neville poszedł zamówić piwo kremowe. Dziewczyna zaczęła się rozglądać. Zauważyła Hermionę i Lunę, które wyraźnie na kogoś czekały. Zaraz okazało się na kogo - do pubu weszła Rita Skeeter, dawna reporterka. Podeszła do Hermiony i Luny.
Ale nie to przykuło jej wzrok. Lisa zobaczyła Rosalie kluczącą między stolikami. Ślizgonka szła podejrzanym krokiem.
Przyszedł Neville. Usiadł obok Lisy. Podsunął jej piwo pod nos i usiadł obok niej. Rozmawiali chwilę o wszystkim i niczym. Nagle Neville podsunął się bliżej Lisy. Dziewczyna popatrzyła się na niego. Nagle bez uprzedzenia, Neville... Pocałował ją! Lisa mimo woli się zarumieniła.
Tak długo na to czekała. To było niesamowite uczycie… Spojrzała na niego też był zarumieniony, podobnie jak ona. Teraz ona podsunęła się bliżej. Chłopak nie odsunął się. Zbliżyła usta do jego twarzy i szepnęła bardzo cicho
- Dziękuję. Nawet nie wiesz ile na to czekałam.

KONIEC
 
Hej!
Wiem, że ta miniaturka jest dość krótka, ale miałam swoje powody aby była taka, a nie inna.
No dobrze, a teraz przejdę do sedna tego co mam napisać chcę, tę miniaturkę dedykować dwóm bardzo ważnym osobą.
Dedykuję ją mojej przyjaciółce Paulinie Kurczab za to, że mnie wspiera i motywuję do pisania. STO LAT !!! (wiem, że urodziny masz za dwa dni, ale chcę to podkreślić już dzisiaj). Oraz moje drugiej przyjaciółce Anecie Wideł  to ona  napisała większość tego teksu i pozwoliła mi go wykorzystać. DZIĘKUJĘ!!! Za to, ale także za to, że wspierasz, a czasem nawet zmuszasz to pisania, za co jestem Ci bardzo wdzięczna.

poniedziałek, 18 maja 2015

Miniaturka II

Wesele Lisy - finał wielkiej miłości 






W domu państwa Weasley’ów ,,Norze” już od rana panowała wrzawa i podniecenie. W ogrodzie przed budynkiem stał wielki, wręcz gigantyczny złoty namiot. Pani Weasley krzątała się po wszystkich pokojach, nie mając pojęcie w co ma ręce włożyć.
Hermiona, Ginny i Lisa siedziały teraz w największym pokoju. Kiedy do pomieszczenia weszła Molly Weasley.
- A może pomóc wam w czymś dziewczęta? – spytała a Ginny gwałtownie się odwróciła.
- Nie trzeba, mamo. Zaraz powinny pojawić się nasze druhny one pomogą nam się przygotować. Fleur też obiecała nam dać kila wskazówek. Wisz jaka ona jest… ciocia Mery też zapewne się wtrąci… - na chwilę przerwała po czym znów zaczęła. – Lepiej mamo też się zacznij szykować.
Pani Weasley wyszła szepcąc coś niezrozumiałego po nosem. Dziewczyny popatrzyły się po sobie i wybuchły śmiechem. Kiedy się uspokoiły Ginny spytał:
- Boicie się?
- No może trochę chociaż nie wiem czego… - powiedział Lisa.
- Tak, ale bardziej się denerwuję – odpowiedział Hermiona.
Zaraz w drzwiach stanęły Luna, Sonia i Pravati (druhny) już przebrane w swoje sukienki. Luna miała na sobie jasno żółtą, Pravti niebieską a Sonia kremową.
- No to co zaczynamy się szykować – spytała entuzjastycznie Luna i powidła po nich wzrokiem.
Panny młode kiwnęły głową. Pravati machnęła różdżką i do pokoju wfrunęły trzy białe sukienki które po chwili opadły na dwu osobowe łóżko. W pokoju pojawiły się także trzy lustra, kwity oraz rozmaite dodatki. Zaczęło się wielkie szykowanie.
Po ponad półtorej godzinie był niemal gotowe. Przy pierwszym lustrze stała Hermiona już ubrana w prostą, białą suknie sięgającą nieomal do ziemi, w pasie była przewiązana niebieską szarfą. Pravatil natomiast walczyła z jej włosami. Welon przypięty był do włosów niebieską różą i wyglądało to ślicznie.
Przy środkowym lustrze stała natomiast Ginny. Na sobie miała białą, prostą suknie podobną do tej Hermiony, ale szarfa była żółta. We włosach miła welon przymocowany żółtą różą. A obok rudowłosej panny młodej stała Luna, która wybierała biżuterię.
Przy ostatnim lustrze, najbliżej okna stała Lisa. Tak jak pozostałe dwie przyjaciółki miała na sobie suknie, lecz tym razem szarfa była koloru perłowo jasno kremowego. Welon był już przypięty białą różą.

 Co jakiś czas Lisa spoglądała, ku nie zadowoleniu Soni, na okno. Było widać już przybyłą kapelę, a George, Seamus i Charlie w odświętnych szatach byli przygotowani na przybycie gości.
Dziewczynę ciekawił fakt, że Finnigan, także czekał z chłopakami. Zaczęła się zastanawiać, ale nie potrwało to długo, bo jej rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę! – odpowiedziały równocześnie wszystkie sześć.
Do pokoju weszła Fleur, na jej rękach spała dwu miesięczna dziewczynka. Vicitorie, mała niebieskooka blondynka. Lisa myślała, że z powodu dziecka Bill i Fleur nie przyjdą na wesele, ale jednak przybyli.
Mama położyła delikatnie córeczkę na łóżku i przykryła kocykiem, ta tylko wciągnęła głośniej powietrze i spała smacznie dalej.
- Witajcie! – powiedziała wszystkim z francuskim akcentem, chociaż nie był już tak bardzo wyraźny jak wcześnie, to i tak było go słuchać.
- Witaj Fleur! Jak się czujesz? I jak się czuje nasz mała Vicitorie? – spytała Ginny spoglądając na śpiącą dziewczynkę.
- Ja czują się dobrze. Vicitorie też, ale często miewać kolki. Moja mama mówi, że to normalne u małych dzieci – żywo zaczęła opowiadać.
Potem ucięły sobie pogawędkę. Następnie Francuzka zaczęła panną młody udzielać pewnych wskazówek. Pod koniec wizyty podeszła do Lisy wzięła ją na stronę i spytała.
- Czy Rozalie będzie na weselu? Tak dawno jej nie widziałam…
- Tak obiecała, że przyjdzie. Nie może ominąć przecież wesela przyjaciółki – mówiąc te słowa uśmiechnęła się promiennie, blondynka odwzajemniła ten gest.
Niestety nie dane im było dłużej porozmawiać, gdyż Vicitorie właśnie się obudziła i zaczęła głośno płakać. Fleur musiała wziąć ją na ręce i wyjść.
Odbyły się jeszcze ostatnie poprawki strojów i wszystkie wyszły. Tuż przed domem czekał na nie pan Weasley, ubrany w odświętną czarna szatę czarodzieja i pan Granger, w mugolskim garniturze. Już stąd było widać ogromny namiot wypełniony gośćmi, a ogród udekorowany był złotymi balonami. Wszystko wyglądało bajecznie, tak jak w dniu wesela Billa i Fleur, trzy lata temu. Z tą wielką różnicą, że Czarny Pan już został pokonany i wszyscy mogli się czuć bezpiecznie.
Ojcowie podeszli do swoich dzieci. Pierwsza szła Hermiona z panem Granger i Pravatil, następnie Ginny z Arturem Weasley’em oraz Luną a na końcu Lisa razem z Sonią. Kasztanowo włosa panna moda próbowała ukryć swój smutek. Spowodowany tym, że jej rodzice tego nie zobaczą, że tata nie odprowadzi jej do ołtarza. Wiedziała o tym, myślała o tym próbowała się do tego przygotować psychicznie, ale teraz kiedy przyszło co do czego. Ledwie powstrzymywała się od płaczu, a przecież ten dzień powinien być najszczęśliwszym w jej życiu.
Nagle poczuła, że ktoś ją ciągnie za prawą rękę. Kiedy zorientowała się co się przed chwilą stało, było już za późno. Pan Weasley zamiast pod rękę trzymać swoją córkę, trzymał jeszcze Lisę. Dziewczyna posłała zdziwione spojrzenie Ginny. Ta tylko uśmiechnęła się.
I od razu wszystko stało się oczywiste. To zostało ukartowane za jej plecami, a ona o niczym się nie dowiedziała, nie zorientowała. Cóż z niej za będzie auror . Ale nie była zła, na Ginny czy też pana Weasley’a ani nawet na samą siebie. Była szczęśliwa, chociaż to nie jej ojciec ją prowadził to i tak czuła, że ktoś o niej pamiętał.
Pochód dotarł do podestu, pan Granger przekaz rękę Hermiony Ronowi (ubranemu w czarną szatę z niebieskimi dodatkami, pasującymi do róży we włosach dziewczyny). Artur Weasley podał rękę Ginny Harry’emu (który miał na sobie także czarną, ale z żółtymi dodatkami). A rękę Lisy Neville’owi (jej do szata była czarna z białymi dodatkami). Spojrzał na nią i uśmiechnął się. Ona odwzajemniła ten gest.
Ślub zaczął się przewodniczył mu niski czarodziej, w średnim wieku z czarnymi włosami i kozią bródką. Zaczął swoje przemówienie:
- Zebraliśmy się tutaj…
Lisa, była tak podenerwowana, że nie mogła się skupić na tym co mówi mistrz ceremonii. Nie za wiele z tego rozumiała. Patrząc jednak po twarzach towarzyszy, stwierdziła, że mają oni podobny problem, co ona, ale bardziej umiejętnie to tuszowali.
W końcu czarodziej skończył mówić. I zaczęły się ślubowania. Pierwsze podszedł do Hermiony i Rona.
- Hermiono Jean, czy chcesz poślubić Ronalda Biliusa…
- Tak – rozbrzmiewa, wypowiedziane pewnym, ale odrobinę drżącym głosem.
Lisa patrzy się na nią widzi, jak chyba po raz pierwszy jej przyjaciółka oddycha z ulgą. Znów słuchać donośny głos mistrza ceremonii.
- Ronaldzie Biliusie, czy chcesz poślubić Herminę Jean…
- Tak – wypowiada męskim głosem.
Teraz przeszła kolej na Ginny i Harry’ego. Czarodziej wypowiada słowa:
- Ginewro Molly, czy chcesz poślubić Harry’ego Jamesa…
- Tak – mówi dość penie, ale nie zbyt głośno.
- Harry Jamesie, czy chcesz poślubić Ginewrę Molly…
- Tak – odpowiada głośno i wyraźnie.
Mistrz ceremonii podszedł do Neville’a i Lisa. Dziewczynie mocniej i szybciej zabiło serce. Poczuła jak robi jej się cieplej.
- Liso Emmo, czy chcesz poślubić Nevilla... 
- Tak – drżący głosem odpowiada.
- Neville’u, czy chcesz poślubić Lisę Emmę…
- Tak.
- A więc ogłaszam, że jesteście ze sobą złączeni na całe życie – powiedział ów czarodziej. Uniósł nad ich głowy różdżkę, z której wytrysnął deszcze srebrnych gwiazdek, omotują całą szóstkę świetlistymi spiralami. W tym czasie trzy pary pocałowały się. Lisa czuła jak Neville namiętni ją całuje. Kiedy skończyli w burzy oklasków i radosnych okrzyków.
- Panie i panowie! – zawołał mistrz ceremonii. – Proszę o powstanie.
Kiedy wszyscy powstali, machną różdżką. Krzesła, na których siedzieli, uniosły się łagodnie w powietrze, a ściany namiotu nagle zniknęły, tak że stali teraz pod baldachimem wspartym na złotych słupkach, a wokoło rozpościerał się widok na oblaną słońcem dolinę. Teraz pośrodku namiotu pojawiła się sadzawka płynnego złota, które po chwili zastygło tworząc lśniący parkiet, unoszące się w powietrzu krzesła podzieliły się na grupki wokół przykrytych białymi obrusami stolików i razem z nimi spłynęły z powrotem na ziemię, a członkowie kapeli ruszyli w stronę podium.
Goście zaczęli się ustawić w kolejki, aby założyć wszystkim młodym życzenia i dać podarli. Jak państwo Weasley’owie, składali życzenia Lisa nie wytrzymała i przytuliła oboje. Wszeptała:
- Dziękuję!
Zaraz też zaczęły się tańce. Lisa tańczyła wtulona w swojego męża. Rosalie, zaś którą widziała już na ślubie wirowała z Draco, za niedługo także mieli się pobrać. Dostała nawet już zaproszenie. Malfoy z pewną niechęcią, go jej wręczał, ale kiedyś przecież trzeba zakopać wojenny topór. A czemu nie miało by to mieć miejsca na weselu.
Wszystko obyło się bez większych niespodzianek. To był z cała pewnością najpiękniejszy dzień jaki w życiu przeżyła.
KONIEC 



sobota, 9 maja 2015

Sowa od autorki - Brak czasu :(

Moi Kochani!
    Ma kolejną smutną wiadomość... Miniaturka numer dwa pojawi się penie dopiero około 18 maja (jak nie później). Spowodowanie to jest moją, że tak powiem wybujałą ambicją. Mam na głowie dwa konkursy literackie i to jeszcze w obu prace mam oddać do 15 (to jest w piątek).
    Do tego jeszcze juto w niedziele, 10 maja, mam komunie kuzynki. To wszystko zabierze mi dużo czasu. Dlatego będzie aż taki przestój. POZDRAWIAM:
Autorka, Młoda Czarownica, Julia Dudzik



Obserwatorzy

Lydia Land of Grafic